http://krakowhostel.blogspot.com/ Oferty krakowskich hosteli

sobota, 8 sierpnia 2009

Hotele i restauracje obniżają ceny. Kraków przystępniejszy dla przyjezdnych

sobota, 8 sierpnia 2009 0

Courtyard of Wawel Royal Castle in Kraków.Image via Wikipedia

Kraków to miasto, które mniej odczuwa kryzys, jaki dopadł branżę turystyczną.Tego lata turystów jest mniej, choć to spadek stosunkowo niski w skali kraju. Z szacunków Polskiej Izby Hotelarskiej wynika, że od marca do końca lipca br. do Polski przyjechało o 30 proc. mniej turystów niż rok wcześniej, na Dolny Śląsk i do Trójmiasta - 20 proc. mniej, a do Małopolski "tylko" 8 - 12 proc.

Firmy nastawione na turystykę zarabiają, ale zdecydowanie mniej niż w poprzednich sezonach,gdyż -aby utrzymać się na rynku - znacząco obniżyły ceny. - W tym roku zarobić się nie da,tracą hotelarze,gastronomia, przewodnicy, muzea, gdyż turyści wszędzie szukają oszczędności, skracają pobyt, wybierają tańsze lokalizacje - mówi Wacław Walicki z Krakowskiej Izby Turystyki. Najmocniej kryzys odczuli hotelarze.

Ceny noclegów obniżyli o 20 - 40 proc. i to w obiektach wszystkich kategorii. - Zyski hotelarzy spadły o 20 proc. i więcej - mówi Krzysztof Milski, prezes Polskiej Izby Turystycznej. - Turyści oszczędzają, wybierają najtańsze hotele, jedno- i dwugwiazdkowe (80 - 120 zł za noc) i noclegi w obiektach nie skategoryzowanych. Anna Sieradzka z Małopolskiego Centrum Informacji Turystycznej dodaje, że sporą popularnością cieszą się w tym roku w Krakowie hostele (ok. 130 zł za 2 os.) i domy studenckie (35 zł za noc), także wśród turystów spoza Polski.


Tomasz Frankowski z trzygwiazdkowego Hotelu Chopin w Krakowie przyznaje, że z miesiąca na miesiąc ubywa ludzi, o połowę spadła liczba rezerwacji turystycznych. Restauratorzy, którzy zacierają ręce, gdy pogoda nie dopisuje, też liczą straty. W Sphinxie w Rynku Głównym w Krakowie nietrudno zauważyć, że klienci oszczędzają. By ich przyciągnąć wprowadzono promocje, np. dwa dania w cenie jednego do godz. 15, desery za pół ceny, darmowe napoje.

Kryzys boleśnie odczuwają biura turystyczne, które mają ok. 25 proc. mniej klientów. W krakowskim biurze Sun Paradise ubyło ich 40 proc. - Kryzys dopadł cały sektor, ludzie, aby oszczędzić, wypoczywają w mniejszych i tańszych miejscowościach - mówi Ryszard Sikora, prezes Małopolskiej Izby Turystyki. Na porządku dziennym jest szukanie tańszego noclegu w gospodarstwach agroturystycznych pod miastem (20 - 35 zł za dobę), ale i one tracą zarobek.

- Klientów jest mniej, targują się o cenę i rezygnują z wyżywienia, co dla nas oznacza średnio 12- 15 zł straty na dobie - mówi Aleksander Twardosz, prezes Stowarzyszenia Galicyjskich Gospodarstw Gościnnych. Kraków na tle Polski i regionu jest w stosunkowo dobrej sytuacji. Ciągle wysoki kurs euro (4,2 zł) powoduje, że Polska wciąż jest dla obcokrajowców tania. - Cudzoziemcy nie przyjeżdżają do Polski na wypoczynek, ale po to, by pozwiedzać, a Kraków ma swoją renomę - mówi Milski.



[http://krakow.naszemiasto.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

niedziela, 2 sierpnia 2009

Sacroturysta ratuje miasto w kryzysie

niedziela, 2 sierpnia 2009 0

The front of the Mariacki church in Cracow

W turystyce religijnej kryzysu nie widać. Kraków mógłby na tym skorzystać, gdyby miasto miało pomysł, jak wykorzystać ten religijny potencjał. Tyle że takiego pomysłu nie ma.



- Mimo kryzysu grup religijno-pielgrzymkowych z Włoch mam o połowę więcej niż w roku ubiegłym. Rynek hiszpański trochę siadł, ale już zaczyna się odbijać - mówi Ernest Mirosław, właściciel biura turystycznego Ernesto Travel, które zajmuje się turystyką przyjazdową, szczególnie religijną. W ostatnich kilku latach sprowadził do Krakowa ok. 15 tysięcy turystów religijnych. Ucieszył się, gdy przeczytał w "Gazecie" o międzynarodowym kongresie "Ludzie i religie", jaki na początku września organizuje w Krakowie Kościół. Pomysłodawcą jest kard. Stanisław Dziwisz, który chce zorganizować spotkanie na wzór tego, jakie miało miejsce za czasów Jana Pawła II w Asyżu. Zaproszono 500 przedstawicieli różnych religii. Przyjadą też międzynarodowe wspólnoty. Kuria spodziewa się co najmniej kilku tysięcy osób.

- Zadzwoniłem do kurii, by poznać szczegóły. Zbyli mnie, może pomyśleli, że oczekuję jakiegoś zlecenia, np. na transport. Niczego nie dowiedziałem się też w magistracie - ubolewa Mirosław. I dodaje: - Rozumiem, że kuria nie musi mieć listy mailingowej do biur turystycznych, które zajmują się przyjazdami religijnymi. Ale taką listę ma magistrat i z odpowiednim wyprzedzeniem powinien poinformować o tym wydarzeniu. Moglibyśmy wspólnie zastanowić się, jak je wykorzystać. Ale znów szwankuje przepływ informacji. Mówiłem o tym podczas ubiegłorocznej debaty o przegranym lecie. Jak się okazuje, na darmo.

Pielgrzym też wydaje pieniądze

Jak twierdzi Mirosław, Kraków mógłby zyskać na turystyce pielgrzymkowej, gdyby wiedział, jak wykorzystać religijny potencjał miasta. - Włoch, który często podróżuje z proboszczem, był już śladami św. Pawła w Turcji, Lourdes, Fatimie i Jerozolimie. Chętnie zobaczy Częstochowę i Kraków. Zwłaszcza jeśli dzieje się tu coś ważnego - twierdzi. Jego zdaniem, wbrew obiegowej opinii, turysta-pielgrzym nie zostawia mniej pieniędzy niż zwykły turysta.

- Pielgrzym też zwiedza Stare Miasto i Kazimierz, tyle że przy tej okazji nasi przewodnicy opowiadają mu o świętych Stanisławie i Kazimierzu, a w Oświęcimiu mówią o Maksymilianie Kolbe. Turyści religijni zwiedzają też Łagiewniki, Wadowice, Kalwarię. Poza tym, tak jak wszyscy, jadą do Wieliczki i jedzą kolacje w krakowskich restauracjach. Niejednokrotnie śpią w pięciogwiazdkowych hotelach. Zostawiają w Krakowie całkiem spore sumy. Uśredniając, programy tego typu kosztują ok. 100 euro dziennie na osobę - uważa.

Katarzyna Gądek, dyrektorka Biura Marketingu Turystycznego Miasta, tłumaczy, że urząd nie robił na razie spotkań z branżą turystyczną w sprawie kongresu, bo sam wciąż ma na ten temat niepełne informacje. - Jesteśmy jednak zdeterminowani, by to wydarzenie wykorzystać jak najlepiej dla budowy wizerunku Krakowa jako miasta otwartego, gdzie krzyżuje się wiele kultur i religii. Chcemy zorganizować w tym czasie duży event na Rynku - mówi.
Współpraca miasta z Kościołem jeszcze nie dojrzała

Pytana o inne pomysły na zdobycie religijnego turysty odpowiada, że Kraków miał swoje stoisko na targach religijnych w Rzymie. - Byliśmy bardzo oblegani.

O tym, że miasto nie wykorzystuje potencjału religijnego Krakowa, przekonany jest prof. Antoni Jackowski z Zakładu Geografii Religii UJ. - Co prawda miasto zauważyło, że warto inwestować w turystykę religijną, ale wciąż brakuje rozmachu. Wszystkie działania, jakie do tej były podejmowane, można by prowadzić w jakimś małym miasteczku, a nie w Krakowie. Nie ma co ukrywać. Potrzebujemy dużych pieniędzy na promocję miasta jako miejsca religijnego kultu - sądzi prof. Jackowski.

Jak twierdzi, żeby wykorzystać międzynarodową rangę wrześniowego kongresu, przygotowania trzeba by zacząć co najmniej rok wcześniej, a nie w ostatniej chwili. - Tu potrzebna jest współpraca Kościoła z miastem. Na razie jednak obie strony podchodzą do siebie z nieufnością. Szkoda, bo owoce takiej współpracy byłyby spore.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Reblog this post [with Zemanta]

Kraków będzie promował swoje festiwale

Main Market Square with Church of St.

Kraków będzie promował swoje festiwale. Stworzył ku temu specjalny projekt, którego realizacja pochłonie ponad 2,5 mln zł. Radni miejscy chcą jednak, aby pieniądze zostały wydane z głową. Domagają się badań, które sprawdzą korzyści, jakie płyną dla Krakowa z wydarzeń kulturalnych. Akcja promocyjna ma się odbyć w tym i przyszłym roku. Miasto wyłoży na nią ponad 1 mln zł. Resztę liczy otrzymać z funduszy unijnych.



- Mamy na celu promocję "6 zmysłów", unikatowego projektu zakładającego utworzenie rozpoznawalnej marki dla blisko kilkuset przedsięwzięć kulturalnych - podają urzędnicy. Nad promocją będzie czuwać Krakowskie Biuro Festiwalowe. Cykl "6 zmysłów" to m.in. takie wydarzenia jak: Misteria Paschalia, Miesiąc Fotografii, Art Boom, Sacrum Profanum, Off Plus Camera, Festiwal Muzyki Polskiej, Selector Festiwal, Międzynarodowy Festiwal Literacki, Festiwal Boska Komedia i Festiwal Muzyki Filmowej. Działania promocyjne prowadzone będą w Krakowie, innych polskich miastach, a nawet w całej Europie. Mają zachęcić do uprawiania tzw. turystyki festiwalowej.

Radni mają jednak pewne zastrzeżenia co do pomysłu. - To spore pieniądze, szczególnie w dobie kryzysu. Zanim je wydamy, trzeba sprawdzić, czy warto - mówi radny miejski Paweł Bystrowski (PO). - Powinny zostać sporządzone badania wśród odbiorców festiwali. Promujmy te wydarzenia, które rozsławiają Kraków - dodaje. Radny popiera reklamowanie tych imprez, które od lat udowadniają swoją wysoką jakość. Tu wymienia Sacrum Profanum czy Misteria Paschalia. Domaga się jednak potwierdzenia jej dla nowych pomysłów KBF, jak np. Selector Festiwal, czy Art Boom.


[http://krakow.naszemiasto.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Za darmo oprowadzą cię po całym Krakowie

Wawel Cathedral on Wawel Hill

Organizacja "Free Walking Tour", jako jedyna w Polsce, oprowadza turystów bezpłatnie po miastach. Jej przewodnicy pojawili się także w Krakowie. - Oczywiście nasi ludzie posiadają wymagane licencje. Oprowadzamy turystów w języku angielskim, bo są to głównie zagraniczni klienci - wyjaśnia Paweł Mrozowicz, pomysłodawca biznesu.


Jak zarabiają? - Gdy turyści są zadowoleni, to dają przewodnikom napiwki - zdradza Mrozowicz. Zdarzają się osoby, które płacą za oprowadzenie po Krakowie nawet 100 zł, ale też trafiają się i takie grupy, które po kilkugodzinnym spacerze zostawiły 40 zł. W biurze przewodników za taką samą usługę trzeba wydać 300 zł. Przewodnicy z "Free Walking Tour" czekają na turystów codziennie o godz. 11 przy kościele Mariackim. Nie ma znaczenia, ile osób się pojawi. Bywają grupy trzydziestoosobowe, ale zdarza się również, że oprowadzają po mieście jedną lub dwie osoby. Przewodnicy podkreślają, że dostosowują swój program do konkretnego turysty. Zwiedzanie trwa około trzech godzin.




[http://krakow.naszemiasto.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Kto sprawdzi, czy meteoryt rzeczywiście uderzył w Kraków?

Mariacki Church, Krakow, Poland

ODKRYCIE. Franc Zalewski, doktorant Geologii AGH, twierdzi, że ok. 2500 p.n.e. spadł na Kraków meteoryt, po którym do dziś można zobaczyć szeroki na 20 m lej.


Wiele wskazuje na to, że uroczysko Sikornik w Lesie Wolskim wcale nie było kamieniołomem, jak dotąd uważano, ale jest pozostałością po leju jaki powstał w wyniku uderzenia meteorytu.

- Nie mam wątpliwości, że mamy do czynienia z pozostałością po meteorycie. Wskazuje na to wiele dowodów jakie dotąd udało mi się zebrać - mówi Franc Zalewski. - Zbieramy fundusze na kolejne badania, które powinny ponad wszelką wątpliwość wykazać prawdziwość mojej teorii.

Jeżeli dowody się rzeczywiście znajdą, Kraków zyska kolejną atrakcję turystyczną, która może przyciągnąć rzesze miłośników astronomii z całego świata. Wartość marketingową takiego wydarzenia dostrzega Jerzy Swaczyna, szef firmy Jotes, która wspiera starania naukowca. - Ludzie są gotowi przemierzać setki kilometrów, żeby obejrzeć taką dziurę w ziemi, a w Krakowie wszystko jest na miejscu, raptem 700 m od kopca Kościuszki - mówi pan Jerzy.

Odkrycie, jak wiele innych, zostało dokonane przez przypadek. Franc Zalewski, Polak pochodzący z Kresów Wschodnich, stąd imię Franc a nie Franciszek (w ZSRR nikt nie mógł nazywać się Franciszek), skończył trzy fakultety. Jest z wykształcenia inżynierem energetyki cieplnej, historykiem-egiptologiem, a teraz również geologiem. W świecie nauki znany jest ze swoich odważnych teorii dotyczących upadków meteorytów, m.in. w starożytnym Egipcie. W trakcie badań odkrył, że podobne struktury, jak te znalezione w Egipcie, można znaleźć w Lesie Wolskim. - Uroczysko Sikornik, było brane za kamieniołom, tymczasem jego kształt (lej), wielkość (średnica 20 m) wcale na to nie wskazują - wyjaśnia Franc Zalewski. - Nie zachowały się też żadne pisemne przekazy mówiące, że tamto miejsce spełniało właśnie taką rolę.

W otoczeniu głębokiego na 17 metrów zapadliska zostały odnalezione kolejne dowody. - Znalazłem tam polimer, składający się z boru, węgla i wodoru, niespotykany nigdzie w naturze. Żeby powstała taka niecodzienna mieszanka musiała działać w tamtym miejscu bardzo wysoka temperatura powyżej 2500 stopni Celsjusza i to bez dostępu tlenu - tłumaczy inż. Zalewski. - Takie same związki chemiczne odkryłem kilka lat temu w Egipcie, co by mogło świadczyć, że oba wydarzenia miały miejsce w tym samym okresie czyli jakieś dwa i pół tys. lat p.n.e.

Naukowiec szuka teraz pieniędzy na przeprowadzenie kolejnych badań, które potwierdziłyby obecność mikrometeorytów w glebie, co powinno ostatecznie zamknąć usta wszystkim sceptykom. - To muszą być bardzo dokładne, szczegółowe badania, bo od tamtego czasu minęło parę tysięcy lat, a teren uległ znacznej erozji, nie pomagają też kwaśne deszcze - dodaje Zalewski. - Proszę zwrócić uwagę, że tamtejsze skały wapienne nie pokryły się mchem, jak ma to miejsce wszędzie dookoła.

Naukowiec szuka teraz pieniędzy na przeprowadzenie kolejnych badań, które ostatecznie zamkną usta wszystkim sceptykom.

Odkrywca bardzo liczy na pomoc miasta, bowiem koszt przeprowadzenia wszystkich zaplanowanych badań to ok. 80 tys. zł. - Rozmawialiśmy już z przedstawicielami miasta na temat finansowania badań i obiecali rozważyć taką możliwość - mówi Jerzy Swaczyna. - To byłaby naprawdę ogromna atrakcja turystyczna, zrobić taki szlak tematyczny prowadzący np. z obserwatorium na Bielanach do miejsca uderzenia krakowskiego meteorytu.

Zapał naukowca studzi pełnomocnik prezydenta ds. turystyki Grażyna Leja. - Znam całą sprawę i rozmawiałam z tymi naukowcami, jednak sami przyznali, że nie mają stuprocentowych dowodów na poparcie swojej teorii. Niestety, miasto nie dysponuje teraz środkami na przeprowadzenie takich całościowych badań. Uważam jednak, że jeżeli sprawa zostanie wyjaśniona i powstaną na ten temat naukowe opracowania, to na pewno ślad po meteorycie potraktujemy jak kolejną atrakcję, która pomoże ściągnąć do nas jeszcze więcej turystów.

Franc Zalewski nie składa jednak broni i do swoich badań będzie się starał nakłonić prywatnych sponsorów. - Może to nie jest odkrycie na miarę Kopernika, ale uważam, że ma swoją wymowę i warto przyjrzeć się temu bliżej - dodaje Jerzy Swarzyna

[http://www.dziennikpolski24.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Kraków chce pobierać taksę turystyczną

Main Train Station in Kraków, Poland

Dzięki decyzji Najwyższego Sądu Administracyjnego Kraków po raz kolejny zawalczy o taksę turystyczną. Gra idzie o 2 mln zł rocznie.


Tzw. opłatę lokalną (ostatnio 2 zł od turysty za noc) Kraków pobierał od lipca 2004 roku. Rocznie miał z tego nawet 2 mln zł. Te pieniądze szły głównie na rozwój turystyki i promocję miasta, np. na oznakowanie zabytków czy wydawnictwa reklamowe. Dwa lata temu miasto straciło jednak prawo do ściągania taksy, właściwie przez przypadek. Radni podjęli wówczas uchwałę poszerzającą listę hoteli i pensjonatów, które mogą te pieniądze ściągać. Ponieważ zbiegło się to z wejściem w życie nowych przepisów Ministerstwa Środowiska, Regionalna Izba Obrachunkowa unieważniła decyzję radnych, a przy okazji zabroniła Krakowowi dalszego ściągania opłaty klimatycznej. RIO argumentowało, że Kraków nie spełnia nowych norm klimatycznych. - Nie zgadzamy się z tą decyzją, ale do czasu rozstrzygnięcia sprawy przestaliśmy pobierać taksę. Jej zwrot byłby bowiem beznadziejnie trudny. Ciężko byłoby po latach szukać np. Japończyka, który spędził w Krakowie jedną noc, by oddać mu 2 zł - mówi Cecylia Wołoch, dyrektorka wydziału podatków i opłat Urzędu Miasta w Krakowie.

Miasto nie poddało się i zaskarżyło decyzję RIO do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Ten uznał jednak, że prezydent miasta nie ma prawa do skargi. Werdykt ten zakwestionował dopiero w lipcu tego roku Naczelny Sąd Administracyjny. Miasto rusza więc do ponownego boju sądowego.

- Uważamy, że mamy szansę na wygraną. Wiele miast, np. Zakopane, wciąż pobiera taksę turystyczną na starych zasadach, choć też nie spełnia zawyżonych norm klimatycznych. Nowe przepisy dotyczą tylko tych miast, które chciałyby dopiero teraz tworzyć na swoim terenie uzdrowisko - argumentuje Andrzej Oklejak, pełnomocnik prezydenta Krakowa do spraw prawnych. Wołoch dodaje, że Kraków wciąż jest na sporządzonej przez wojewodę małopolskiego liście miast, które mogą pobierać pieniądze.

Do walki o taksę zagrzewają się też krakowscy radni. - Zaraz po wakacjach trzeba będzie podjąć rezolucję do sądu, by zajął się naszą sprawą jak najszybciej. Krakowa nie stać na to, by czekać pół roku czy rok na wyznaczenie rozprawy - mówi Paweł Bystrowski, radny PO. - Warto zawalczyć o te pieniądze. Dla turystów to niewielkie kwoty, a dla budżetu miasta poważny zastrzyk gotówki. To szczególnie ważne teraz, gdy turystyka pogrąża się w kryzysie - dodaje Bystrowski, który uważa, że radni powinni się też zająć lobbingiem w Ministerstwie Środowiska, by złagodziło klimatyczne normy. Bo zgodnie z corocznym raportem wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska w Krakowie niektóre normy dla miast uzdrowiskowych są przekraczane.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków


Reblog this post [with Zemanta]

Jak z lajkonika zrobić Kravitza

Cloth Hall (Sukiennice) at the Main Market Square

Próby promowania Krakowa za pomocą imprez przywołujących tradycję i historię Krakowa nie ustają. Za kilka dni ruszają prace specjalnego zespołu, który będzie się zastanawiał, jak z lajkonika zrobić drugiego Kravitz.

Prezydent Krakowa powołał zespół zadaniowy do spraw opracowania historycznego produktu turystycznego Krakowa. - To naturalna konsekwencja konferencji "Złoty wiek - wydarzenia", która pokazała, że Kraków powinien się promować przez wydarzenia historyczne - mówi Paweł Bystrowski, radny PO, wiceszef zespołu. - Chodzi nam o stworzenie alternatywy dla komercyjnych wydarzeń. Nie każdego interesuje koncert Lenny'ego Kravitza.

Zespół, w którym oprócz radnego Bystrowskiego zasiadają m.in. pełnomocniczka prezydenta do spraw turystyki Grażyna Leja, szefowa biura marketingu turystycznego Katarzyna Gądek, szef miejskiego wydziału kultury Stanisław Dziedzic i dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Krakowa Michał Niezabitowski, a także przedstawiciele organizacji turystycznych, ma m.in. opracować kalendarz imprez tradycyjnych i historycznych, który chciałby włączyć do oferty kulturalnej Krakowa.

- To nie jest łatwe. Będą to na pewno: Emaus, lajkonik, intronizacja Króla Kurkowego, Rękawka czy Wianki. Ale liczymy też na świeże pomysły od zewnętrznych instytucji - wylicza Bystrowski. Członkowie zespołu chcą też odświeżyć zapomniane wydarzenia. Jak choćby potwierdzanie przywilejów królewskich (po koronacji król uroczyście potwierdzał przywileje miasta królewskiego) czy tradycje królewskich triumfów pobitewnych z XVI i XVII wieku. - Myślimy też o czymś na wesoło. Było takie święto włościańskie Sądek Babki. Młode wieśniaczki zjeżdżały się do Krakowa i polowały na mężów - zdradza Bystrowski.

Jak zapewnić odpowiednią liczbę widzów? Rozwiązaniem ma być stworzenie wspólnej marki i logo dla imprez historycznych. Członkowie zespołu liczą na to, że zajmą się tym uczelnie lub stowarzyszenia, które wspierają ideę promowania Krakowa w ten sposób. Kontrolę miałoby pełnić miejskie biuro marketingu turystycznego.

No i rzecz najważniejsza, znalezieniem pieniędzy na realizację wszystkich pomysłów miałby się zająć klaster przemysłu turystycznego, czyli stowarzyszenie hotelarzy, przewodników i biur turystycznych oraz grupy fascynatów. - Jeśli będziemy mieć ciekawe propozycje, to znajdzie się wsparcie z funduszy unijnych i od sponsorów - ocenia radny Bystrowski. - Na start będzie jednak potrzebny jakiś zastrzyk finansowy ze strony miasta.

Pierwsze posiedzenie zespołu 4 sierpnia. Pierwsze wnioski pod koniec września.

Sądek Babki ma się dobrze - komentarz Bartosza Piłata

Z prac nowego zespołu o dość długiej nazwie Kraków nie będzie miał wiele pożytku.

Po pierwsze, imprezy historyczne nie przyciągają turystów aż tak bardzo, jak chcieliby tego jego członkowie, czego najlepszym dowodem była inscenizacja odsieczy wiedeńskiej na Błoniach. Jeśli zaś zespół liczy, że za organizację historycznych imprez zabiorą się zapaleńcy i sami znajdą sposób na ich finansowanie, to jest to gwarancja fiaska tych wydarzeń. Fani przebierania się w stalowe zbroje zrobią to za darmo. Miasto odda im zapewne swoje historyczne obiekty do dyspozycji bez kosztów. Jednak za coś trzeba będzie imprezę zorganizować, a na sponsora, którego znęciłaby obecność kilkuset widzów, nie ma co liczyć. Imprezy historyczne mają się zresztą w Krakowie całkiem dobrze. Przychodzi na nie grupa naprawdę zainteresowanych tematem osób, ale szans by ją zwielokrotnić, nie widzę. Koncert Lenny'ego Kravitza zawsze przebije puszczanie wianków po Wiśle, choćby na promocję tych drugi wydać ciężkie miliony. Zespół o długiej nazwie nie wie nawet, jak dobrze mają się te imprezy. Odświeżanie np. "Sądku Babki" nie ma sensu. Wydarzenie to odbywa się w każdy piątek i sobotę (wyłączając okres adwentu i wielkiego postu, gdy intensywność realizacji tej idei spada), kiedy to na ulicach Szewskiej, Floriańskiej i kilku innych na Starym Mieście oraz Kazimierzu pojawiają się całe tabuny młodych dziewcząt z podkrakowskich miejscowości udających się na podryw (tak dziś nazywa się "Sądek Babki") do jednego z wielu klubów. Co więcej, dołączają do nich chłopcy. Może tylko nie zawsze chodzi im o znalezienie męża albo żony.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Reblog this post [with Zemanta]
 
Oferty krakowskich hosteli ◄Design by Pocket, BlogBulk Blogger Templates ►